| 11.02 Gienek Loska Band Białystok Impreza zamknięta | 11.02 Romek Puchowski Szczecin Free Blues Club | 11.02 Sławek Wierzcholski Skarszewy Wodzowo | 12.02 Na drodze Warszawa Staromiejski Dom Kultury | 13.02 The Cool Cat Bones Toruń Od Nowa | ![]() |
10 lutego 2012 r.
4 lutego zakończyła się w Memphis dwudziesta ósma edycja International Blues Challenge, czyli organizowanego przez The Blues Foundation największego na świecie przeglądu bluesowych zespołów. W tegorocznym przeglądzie wzięło udział 226 zespołów, w składzie których znalazło się 748 muzyków z czterdziestu stanów i szesnastu krajów – w tym z Polski. Najlepszym zespołem okazała się grupa WIRED! Band, zaś najlepszym solistą Ray Bonneville. Nagroda w kategorii „Najlepsza płyta wydana własnym sumptem” powędrowała do Dave’a Kellera za krążek „Where I’m Coming From”, którego recenzja niebawem pojawi się na Blues.pl. Konkurs miał też dwa polskie akcenty – w kategorii solo/duo zaprezentowali się Kajetan Drozd i Piotr Rożankowski, zaś Irek Dudek odebrał statuetkę Keeping The Blues Alive 2012 dla Rawa Blues Festival.
Źródło: www.blues.about.com
Aktualne informacje o dokonaniach polskich gitarzystek, o projektach muzycznych, które tworzą lub w których biorą udział, ich biografie, muzykę, ale też recenzje sprzętu, którego używają i forum – to wszystko znaleźć możecie na stronie Gitarzystki.pl, czyli powstałym niedawno, jedynym w kraju portalu poświęconym wyłącznie gitarzystkom. Jak mówi Ola Siemieniuk, gitarzystka i pomysłodawczyni portalu: „Chciałam przekonać się, co robią inne gitarzystki, jaką muzykę tworzą, w jakich projektach uczestniczą, co skłoniło je do sięgnięcia po instrument i… dlaczego jest ich tak mało”.
Źródło: www.gitarzystki.pl
Posiadacz bardzo charakterystycznego, głębokiego głosu i autor popowych przebojów, które od lat emitowane są na antenach ogólnopolskich stacji radiowych – gitarzysta Chris Rea (fot. strona domowa artysty) – wystąpi 5 lutego w warszawskiej Sali Kongresowej. Dla miłośników bluesa jest to wiadomość o tyle interesująca, że Rea od kilku lat flirtuje z bluesem – do czego zresztą jego warunki głosowe i brzmienie gitary idealnie pasują. W ramach niedzielnego koncertu muzyk promować będzie nową płytę, wydany przez Warner Music Poland album „Santo Spirito Blues”.
Źródło: www.kongresowa.pl
„ElaeLa” to tytuł nowej autorskiej płyty Pierwszej Damy polskiego bluesa, jak często nazywa się Elżbietę Mielczarek (fot. strona domowa artystki). Wokalistka w latach 80-tych, będąc u szczytu popularności, zniknęła nagle ze sceny, by teraz pojawić się na niej w ciekawym towarzystwie. W nagraniach wzięło udział grono interesujcych gości, między innymi Grzegorz Kapołka, Andrzej Ryszka, Dariusz Ziółek i Leszek Winder. „ElaeLa” zawierać będzie dziewięć kompozycji, z czego aż siedem to utwory autorskie. Płyta ukaże się 26 marca nakładem wytwórni Metal Mind i będzie pierwszym studyjnym albumem Eli Mielczarek w ogóle.
Źródło: www.metalmind.pl
Aretha Franklin – widoczna na jednym ze swoich najpiękniejszych zdjęć, portrecie autorstwa Hanka Parkera – wyruszy w lutym w oczekiwaną przez fanów trasę koncertową. Królowa soulu zaplanowała pięć ekskluzywnych koncertów w Stanach Zjednoczonych. Siedemdziesięcioletnia gwiazda, wówczas czternastolatka, debiutowała w 1956 roku albumem „The Gospel Soul of Aretha Franklin” – dziś jest jedną na największych postaci w historii muzyki soul. 30 stycznia miała miejsce premiera kompilacji „Knew You Were Waiting – The Best of Aretha Franklin 1980−1998” prezentująca najciekawsze fragmenty późniejszego etapu jej kariery.
Źródło: www.sonymusic.pl
„Gwiazdy Dzieciom” to tytuł wydanego przez wytwórnię MTJ trzypłytowego boxu zawierającego pięćdziesiąt jeden utworów skierowanych do dzieci w różnym wieku. Wśród wielu znanych wykonawców, takich jak m.in. Ryszard Rynkowski, Jan Borysewicz, Majka Jeżowska czy Michał Bajor znalazł się też Sławek Wierzcholski, śpiewający dwa utwory „Dobrze jest być psem” i „O kocie odwrocie”.
Źródło: www.mtj.pl
Na cześć Afroamerykanów, którzy walczyli o równouprawnienie i pełnię praw obywatelskich, każdego roku luty to w Stanach Zjednoczonych Miesiąc Historii Afroamerykańskiej. W jego ramach amerykańskie instytucje muzealne pokroju Biblioteki Kongresu w jeszcze większym zakresie udostępniają publiczności zbiory związane z kulturą afroamerykańską, na przykład w formie archiwalnych nagrań, zdjęć czy internetowych prezentacji. Myśl przewodnia tegorocznego African American History Month to „Czarne kobiety w amerykańskiej kulturze i historii” – jednym ze zdjęć promujących inicjatywę jest fotografia Elli Fitzgerald. Więcej informacji na temat związanych z miesiącem inicjatyw, także muzycznych, znajdziecie na stronie African American History Month.
Hank Williams – jeden z najważniejszych twórców w historii muzyki country – zmarł w wieku 29 lat na tylnym siedzeniu swojego błękitnego Cadillaca, pozostawiając po sobie neseser z tekstami do piosenek, których nie zdążył już nagrać. Niedawno współcześni artyści postanowili skomponować do nich własną muzykę. Tak powstała wydana przez Sony Music płyta „The Lost Notebooks of Hank Williams” – album, który nie jest bluesowy, ale miłośnikom bluesa, szczególnie w jego tradycyjnej odmianie, może przypaść do gustu. Tym bardziej, że to od bluesa w wykonaniu ulicznego artysty Rufusa Payne’a kilkunastoletni wówczas Williams rozpoczął swoją przygodę z nauką gry na gitarze…
Wyciągnąć z teczki wielkiego artysty teksty piosenek, które nigdy nie doczekały się muzyki i dopisać do nich własną – pomysł równie karkołomny, co fascynujący, trochę w duchu odpowiedzi na często zadawane pytanie „jak mogłaby brzmieć muzyka Hanka Williamsa, gdyby ten nie odszedł od nas tak wcześnie?”. Pierwszą z tych zaginionych piosenek oprawił w muzykę Bob Dylan – dodajmy, miłośnik Williamsa – nagrywając ją przy okazji jednej ze swoich płyt. Pewnie dlatego, gdy pojawiła się sposobność ożywienia kolejnych utworów, także jemu zaproponowano ten zaszczyt. Dylan po raz kolejny skorzystał z okazji, ale zaprosił do współpracy innych muzyków, wśród nich tak znanych, jak Norah Jones, Levon Helm z grupy The Band, Jack White z The White Stripes, Lucinda Williams czy Sheryl Crow.
W sumie dostaliśmy dwanaście utworów. Szkoda tylko, że takich krótkich, bo większość zawartych na płycie piosenek kończy się po około trzech minutach, zamykając cały longplay w liczbie trzydziestu siedmiu minut. A chciałoby się posłuchać tego więcej, tym bardziej, że dopisana do starych tekstów nowa muzyka brzmi naprawdę wybornie – nie tylko dla zagorzałych miłośników country.
Przemek Draheim
Wydawca: Sony Music
Posłuchaj: www.amazon.com
Wytwórnia Warner to jeden z potentatów światowego rynku fonograficznego, w katalogu którego znaleźć można nazwiska największych gwiazd współczesnej muzyki. Nie brakuje tam również bluesa, często w zaskakującym wykonaniu. Takim zaskoczeniem jest z pewnością Chris Rea, bo chyba niewielu słuchaczy kojarzy go z bluesem. Warto poznać go od tej strony, tym bardziej, że lada dzień będzie go można posłuchać na żywo – 5 lutego wystąpi w warszawskiej Sali Kongresowej prezentując materiał z albumu „Santo Spirito Blues”.
„Looking For The Summer”, „Josephine” czy nieśmiertelne „Road To Hell” – za te popularne piosenki Chris Rea cieszy się szczerą miłością polskich radiosłuchaczy. Choć to ciekawe, bo gitara slide czy szorstki, bardzo bluesowy wokal nie są zwykle domeną idoli masowej świadomości. Masowy nie był też dwupłytowy album „Dancing Down The Stony Road”, który Rea wydał dziesięć lat temu zaskakując i fanów i krytyków najgłębszym, najbardziej mrocznym bluesem jaki ukazał się na początku nowego tysiąclecia. To była niezwykle mocna płyta, a jej echa słychać w twórczości Brytyjczyka do dziś, łącznie z nową, utrzymaną w podobnym klimacie produkcją „Santo Spirito Blues”. Co znajdzie tam słuchacz? Odrobinę użytej ze smakiem elektroniki i morze bluesowego feelingu, czyli muzykę w sam raz na nowe tysiąclecie.

Dużym nazwiskiem ze stajni Warnera, choć kojarzonym bardziej z bluesem niż popem, jest Keb’ Mo’. I tu znowu niespodzianka, bo na przekór skojarzeniom, jego nowa płyta „The Reflection” jest bardziej popowa, niż bluesowa. Ot ciekawostka. Jeśli ktoś na debiutanckiej płycie zamieszcza aż dwa pięknie zrobione utwory Roberta Johnsona – dodajmy na płycie, która w 1994 roku zdobyła bluesowego Oscara, czyli nagrodę W.C. Handy’ego w kategorii „Najlepszy Bluesowy Album Akustyczny Roku” – nie powinien się dziwić, że przykleja sobie na czoło etykietkę „lidera ruchu bluesowego odrodzenia”. Z tą etykietą Keb’ Mo’ zmaga się od lat i pewnie nie wszystkim jego fanom jest z tym w smak. Może dlatego nowy album zbiera wśród nich mieszane recenzje. Z drugiej strony, jeżeli przestaniemy wymagać, by Mo’ kurczowo trzymał się bluesa – czego od dłuższego czasu nie robi, nagle naszym uszom ukaże się piękna, piosenkowa płyta, na której popowe melodie mieszają się z odrobiną soulu czy dobrym jazzem, wypływającym choćby spod palców giganta gitary basowej, Marcusa Millera. I chyba właśnie tak warto na ten album patrzeć.

Strzałem w dziesiątkę Warnera w kategorii „słynna postać śpiewa bluesa” okazał się serialowy doktor House, czyli Hugh Laurie, którego płyta „Let Them Talk” jest jednym z najlepiej sprzedających się albumów bluesowych ostatnich lat. Teraz słupki sprzedaży będą miały okazję jeszcze wzrosnąć, bo na rynku pojawiła się nowa, specjalna edycja płyty z bonusowym krążkiem DVD zawierającym interesujący film dokumentalny, w którym Laurie odwiedza najciekawsze zakątki Nowego Orleanu. Podróż aktora przeplata się z fragmentami kameralnego koncertu w knajpie Latrobe’s, oczywiście z udziałem gości – genialnego Toma Jonesa czy Irmy Thomas. Kiedy dodać do tego cztery nowe piosenki zamieszczone na płycie audio, w tym jedną wersję live, nie ma co się wahać – warto postarać się właśnie o tę wersję.
Przemek Draheim
P.S. Zachętą do obejrzenia bluesowej podróży Hugh Laurie’go niech będzie dostępny na YouTube trailer filmu.
Wydawca: Warner Music Poland
Posłuchaj: Odsyłacze w tekście
Dixiefrog to francuska wytwórnia płytowa, którą europejscy melomani cenią za znakomite albumy prezentujące różne odcienie współczesnego bluesa. Wśród nich te nowatorskie, pokazujące bluesa w nowoczesny, czy wręcz progresywny sposób. Czy to jeszcze blues, czy już może coś innego? Na to pytanie każdy sam musi sobie odpowiedzieć, ale materiału do przemyśleń nie brakuje. Dobrym punktem wyjścia dla takich rozważań jest pierwszy europejski longplay grupy The Delta Saints – młodych gentlemanów nie z bluesowej Delty w Mississippi, a z Nashville w country’owym Tennessee. Może dlatego w ich muzyce słychać zarówno bluesa, jak i southern-rocka, choć w bardziej rootsowym niż stadionowym wydaniu. Posłuchać warto, bo to trochę inne granie niż rzeczy, do których przyzwyczajone są europejskie uszy.

To samo można powiedzieć o pochodzącej ze Szwajcarii formacji Hell’s Kitchen. „Plemienny trans, miejski rock, wiejski blues” – tak mówią o swoich piosenkach, w których obok gitary czy kontrabasu słychać perkusyjne wynalazki pokroju patelni czy bębna od pralki. Ot ciekawostka. Dla jednych postindustrialny blues, dla drugich kompletny kosmos – jedno jest pewne, takiej muzyki nie słyszy się często, chociaż coś podobnego dane było usłyszeć polskiej publiczności kilka lat temu podczas trasy koncertowej francuskiej grupy Bulldog Gravy. Oni już nie istnieją, ale Hell’s Kitchen ma się dobrze i płytą „Dress To Dig” pokazuje jak może brzmieć blues w kolejnych dziesięcioleciach dwudziestego pierwszego wieku. No chyba, że obierze całkowicie inny, delikatnie brzmiący i mocno folkowy kierunek, taki jak wybrał dla siebie Mathis Haug, autor krążka „Playing My Dues”.

Phillip Langlais, szef francuskiego Dixiefroga ma wyjątkową zdolność do wyszukiwania ciekawych artystów, dokładnie takich jak Mathis Haug – młody, bo trzydziestopięcioletni muzyk, w którego żyłach płynie francusko-niemiecka krew. Album „Playing My Dues” to bardzo refleksyjne granie – do snu, chciałoby się powiedzieć, ale wśród nowych propozycji Dixiefroga nie brakuje też energetycznych dźwięków z pogranicza bluesa, boogie i soulu.

Tak jak na nowej, drugiej w dorobku płycie kanadyjskiej formacji Monkey Junk, w której rolę lidera pełni wokalista i harmonijkarz Steve Marriner, kojarzony przez bluesową publiczność z udanej solowej działalności. Tu gra w trio z gitarzystą i perkusistą, co samej muzyce bardzo wychodzi na zdrowie. Bez znaczenia, czy jeszcze nazwiemy ją bluesem, czy już może nie.
Przemek Draheim
P.S. Próbką współczesnego bluesowania ze znaczkiem wytwórni Dixiefrog niech będzie dostępny na YouTube teledysk do utworu „Driftin′” Mathisa Hauga.
Wydawca: Dixiefrog
Posłuchaj: Odsyłacze w tekście
Wytwórnia Alligator ma swój „Harp Attack”, ale z naszym rodzimym Harmonijkowym Atakiem też nie mamy się czego wstydzić. Czterech czołowych polskich harmonijkarzy połączyło siły, aby wydać wspólny krążek – „Harpcore”. Mimo, że na płycie główną rolę gra harmonijka, a raczej cztery harmonijki, i mimo, iż jest to instrument bardzo bluesowy, nie można powiedzieć, że mamy do czynienia z albumem bluesowym. Założeniem tego projektu jest pokazanie harmonijki w szerokim ujęciu i wypróbowanie jej w różnych stylistykach. Najbardziej bluesowy, choć też nie do końca, jest klasyk „Woke Up This Morning”. Poza tym, posłuchać można rocka, także mrocznego, piosenek popowych, jazzowego „Chitlins Con Carne”, a nawet klimatów disco czy soulowego „Take Me To The River” z brzmieniem spod znaku Wilsona Picketta. Muzycy eksperymentują z nastrojami i brzmieniem swoich harmonijek. Usłyszymy tu nie tylko ich naturalną, akustyczną barwę, czy klasyczny chicagowski przester. Pod tym względem szczególne wrażenie robią partie „Wiśni” brzmiące potężnie i kosmicznie dzięki oktawerowi, który w efektowny sposób powiela i nakłada na siebie ścieżki instrumentu. Bartek Łęczycki, Michał Kielak, Łukasz „Wiśnia” Wiśniewski i Tomek Kamiński pokazują prawdziwą klasę w swoim fachu. Zwykle gdy na scenie pojawia się dwóch harmonijkarzy, najlepiej wychodzi im wzajemne przeszkadzanie sobie. Tu, mimo obecności aż czterech harmonijek nic takiego się nie dzieje. Panowie doskonale ze sobą współpracują i uzupełniają grając unisono lub na głosy. Brzmi to nieraz jak cała sekcja dęta z wziętego big bandu. Jednak harmonijkarze nie są warci uwagi tylko gdy grają razem, zachwycić potrafi każdy z osobna. Każdy ma swój charakterystyczny styl i słuchacz obeznany z polską harmonijką bez większego trudu rozpozna kto w danej chwili przejął solo. Oczywiście nie samą harmonijką człowiek żyje. Słowa uznania należą się też pozostałym muzykom, w tym gitarzystom. Panowie Jaguś i Grząślewicz grają naprawdę dobrze, a pierwszy z nich dodatkowo okazjonalnie zastępuje „Wiśnię” w śpiewaniu. Oprócz zalet muzycznych warto wspomnieć, że płyta jest ładnie wydana. Atrakcyjny, pomysłowo zaprojektowany digi-pack, a w książeczce rozpisane tonacje i aranżacje poszczególnych piosenek, aby ułatwić słuchaczom domowe jamowanie. Płyta to nie tylko dla maniaków harmonijki, choć oni ucieszą się z niej najbardziej, ale też dla tych wszystkich, którzy chcieliby usłyszeć coś niecodziennego. Bo czy często jest okazja by usłyszeć „Superstition” zaaranżowane na harmonijki? Tylko tutaj. Ta płyta jest naprawdę „Harpcore’owa”!
Maciej Draheim
Wydawca: FMB / Marikom
Posłuchaj: www.harmonijkowyatak.pl